Seks napędza rozwój. Nie bądźmy hipokrytami, kochajmy pornografię

Seks nie tylko sprzedaje. Seks napędza rozwój technologii. Dowodem na to jest fakt, że to właśnie branża porno odpowiada za wynalazki, bez których trudno byłoby się dziś obejść zwykłym ludziom, firmom, a nawet organizacjom rządowym.

Kobby Dagan / Shutterstock.com

Kobby Dagan / Shutterstock.com

Łukasz Michalik pisał już o tym, jak porno zdecydowało o przetrwaniu formatu VHS i zniknięciu Betamaksu. Sam wspominałem, jak ważną rolę odegrało w promocji Blu-raya i upadku HD-DVD. Istnieje jednak masa innych rozwiązań, które zawdzięczamy twórcom pornografii. Potrzeba jest bowiem matką wynalazku, a potrzeba ulżenia sobie w domowym zaciszu jest jedną z najpilniejszych potrzeb dla niemal każdego człowieka. Przyjrzyjmy się kilku ciekawym i popularnym konceptom, które weszły do mainstreamu… tylnymi drzwiami.

Bez porno James Bond nie miałby narzędzia penetracji

Dawno, dawno temu, kiedy fotografia jeszcze raczkowała, zdjęcia pornograficzne robiły prawdziwą furorę. Choć już tysiące lat temu, w czasach, gdy do pracy w korpo jeździło się na mamucie, istniały figurki, ryciny i inne akcesoria przedstawiające sceny seksualne, mające wspomóc wyobraźnię onanistów, to żadne z nich nie pokazywało aktu w sposób realistyczny.

Fotografia była w kontekście seksualności przełomem, który współczesnemu człowiekowi trudno zrozumieć. Oto po raz pierwszy można było utrwalić i w każdej chwili zobaczyć prawdziwy akt płciowy. Wykonanie zdjęcia było jednak kosztowne, otwarte chwalenie się zakupem wiązało się ze społecznym napiętnowaniem, a w oczach prawa posiadanie fotki nie zawsze było mile widziane – dlatego pierwsze pornofocie były we Francji droższe niż usługi prostytutek. Biznes był ryzykowny, ale opłacalny: podobno niemal każde francuskie studio fotograficzne produkowało i trzymało „pod ladą” zdjęcia nagich pań.

Zdjęcia porno były tematem tabu, a ich posiadacze musieli się z nimi kryć, jednak w sukurs przyszła im mikrofotografia, wynaleziona przez Johna Benjamina Dancera w 1839 r. Zdjęcia wykonane jego metodą były tak małe, że można było przechowywać je w dowolnym miejscu. Problematyczne było jednak ich oglądanie, możliwe jedynie z użyciem mikroskopu. Na szczęście już po kilkunastu latach pojawiły się „stanhoskopy”. Wynalezione przez Rene Dagrona niewielkie soczewki były tanie i wygodne w użcyiu, dzięki czemu posiadanie pornozdjęć stało się wygodne i bezpieczne. Fotografie wielkości kropli wody wkomponowywano w przedmioty codziennego użytku, takie jak scyzoryki czy noże.

Fotografia możliwa do oglądania przez stanhoskop

Dziennikarz Howard Melnick, który przyjrzał się historii tego medium, jest zdania, że pierwsze ero-fotki pojawiły się tuż po wynalezieniu fotografii, a pierwsze mikrfopornosy – tuż po mikrofotografii. To znaczy, że malutkie zdjęcia najpierw wykorzystywano do uwieczniania nagich pań, a dopiero po pewnym czasie pomyślano o zastosowaniu ich np. w wywiadzie wojskowym.

Z czasem mikrofotografia, spopularyzowana dzięki nagości, stała się podwaliną dla znanych z filmów szpiegowskich aparatów na mikrofilmy – takich jak te, którymi Bond fotografował tajne dane, penetrując wrogie bazy. Powstały także mikrofisze, czyli nośniki obrazu wykorzystywane swego czasu w bibliotekach cywilizowanego świata. Pamiętacie starsze filmy kryminalne, w których bohaterowie przeglądają stare gazety jakby z filmowej rolki, widząc na ekranie powiększone skany? Takie urządzenia można znaleźć w Stanach do dziś. Gdyby nie porno, być może nigdy by nie powstały.

Kablówka odniosła sukces dzięki… zgadnijcie sami

„Stworzyłem, technicznie rzecz biorąc, najgorszy program w historii telewizji, tylko że wszyscy go oglądali” – powiedział kiedyś George Ubran, twórca The Ugly George Hour of Truth, Sex and Violence. W tymże programie dla dorosłych z lat 70., emitowanym późną nocą w nowojorskiej kablówce Manhattan Public Access Cable TV, George krążył po ulicach objuczony sprzętem audio-wideo, proponując przypadkowo spotkanym kobietom pieniądze za obnażenie się przed kamerą.

Zobacz również: Dźwięk w filmach porno VR. Czego możemy się spodziewać?

Jak czytamy w książce Patchena Barssa „The Erotic Engine: How Pornography has Powered Mass Communication”, „kablówka w 1976 była niczym. (…) Istniały programy erotyczne, ale były marne, z paskudnymi dziewczętami”. Urban starannie dobierał swoje „gwiazdy”. Efekt? Przed premierą „The Ugly George Hour” MPAC miała 80 tys. płacących widzów. Po trzynastu odcinkach było ich już 100 tys. Po dwóch sezonach – 300 tys.

Wkrótce liczne sieci kablowe podchwyciły pomysł – zaczęły późną nocą pokazywać programy dla dorosłych, najczęściej produkowane za grosze, i zarabiać na tym grube pieniądze, ponieważ do nagości widzowie ciągnęli jak muchy do cukru. Telewizyjne porno rozkwitło, a wraz z nim rozkwitła telewizja kablowa, ale George Urban zdziałał znacznie więcej. Wymyślił model pornografii, który jest powielany do dziś przez twórców pornocontentu. Udowodnił też, że wystarczy kamera i chwytliwy pomysł, żeby zarabiać krocie i docierać do mas – można go wręcz uznać za protoplastę dzisiejszych odnoszących sukcesy Youtuberów.

Oraz „Pogromców duchów”.

Jak twierdzi Ubran, kiedyś podszedł do niego Bill Murray i wyznał, że to właśnie „The Ugly George Hour” stała się inspiracją dla kultowego filmu. Wystarczy spojrzeć na strój, w którym George krążył po Nowym Jorku, i porównać go z kombinezonami Pogromców. Coś w tym może być…

Who you gonna call?

Napisy na Youtube. Tak, one też…

Automatycznie generowane napisy to dziś nic nowego – są na Youtube od dawna i działają przy tym całkiem nieźle. Na pierwszy rzut oka: zupełnie niewinna rzecz, jednak pierwsze kroki w produkcji podobnego oprogramowania zawdzięczamy… komu by innemu? Oczywiście branży porno.

Kiedy internetowe pornusy stały się popularne, ktoś doszedł do wniosku, że oglądanie ich bez dźwięku – czyli tak, jak robiła to masa użytkowników – to nie to samo, co z dźwiękiem. Tracimy wszak niuanse fabuły, nie możemy docenić dowcipnych dialogów. Rozwiązaniem były napisy – ale tworzenie ich ręcznie do każdej produkcji generowało duże koszty. Znacznie łatwiej byłoby zautomatyzować ten proces… i tak właśnie zrobiono. Producenci porno jako jedni z pierwszych zainwestowali w technologię generowania napisów.

Gdyby tego nie zrobili, zapewne zostaliby zobligowani. W roku 2009 Kanadyjska Rada ds. Standardów Audycji (CBSC), czyli coś w rodzaju naszej KRRiT, zarządziła, że nadawcy telewizyjni muszą oferować wszystkie programy z napisami – nawet pornografię! – aby nie dyskryminować osób niesłyszących. Ta decyzja miała ciekawą implikację – Rada bowiem nakazała tworzyć napisy także do programów skierowanych do małych dzieci, które nie potrafią czytać. Zostawmy jednak Kanadyjczykom dziwne decyzje kanadyjskich polityków.

Kamery internetowe latami służyły głównie aktorom porno

Jeszcze przez chwilę posłuchajmy Patchena Barssa – jednego z największych ekspertów w dziedzinie pornotechnologii. Szukając materiałów do swojej książki, dziennikarz skontaktował się między innymi z osobami oferującymi webcamowy striptease za pieniądze. Choć trudno w to uwierzyć, tacy pornoaktorzy działali już wtedy, gdy dla większości z nas Internet pozostawał futurystycznym i niejasnym konceptem. Całe społeczności online skupione wokół webcamowego biznesu istniały już w roku 1995. Dla porównania: funkcja wideoczatu została zaimplementowana w Skype dopiero na przełomie lat 2005/2006.

Porno jak zwykle wyprzedziło „grzeczny” mainstream o całe lata. Jako pierwsza usługę streamingu video online zaoferowała holenderska firma porno Red Light District. To historyczne wydarzenie miało miejsce w roku 1994. Podobne rozwiązanie wprowadził rok później CNN, choć usługa nie zdobyła większej popularności. Youtube pojawił się w 2005.

Swoją drogą, metody płatności internetowych też stworzyli ludzie z branży porno. Seks położył fundamenty pod całą branżę e-commerce – ale trudno się temu dziwić, bo jakie byłyby korzyści z obnażania się online, jeśli nie istniałby odpowiednik PayPala?

Ceńmy porno, nie bądźmy hipokrytami

Zawdzięczamy porno tak wiele, a tak bardzo się go wstydzimy. Adam Bednarek donosi, że to gołe panie napędzą sprzedaż Oculus Rift. PornHub chce przełamać bariery technologii i nakręcić pierwsze porno w kosmosie. A my co? Ciągle piętnujemy. Wyszydzamy. Oglądamy po kątach, zamiast wyjść z pornografią na ulice i dziękować w głos za wszystko, co nam przyniosła.

Otwórzmy wreszcie oczy i uświadommy sobie, że to właśnie porno w sposób idealny łączy przyjemne z pożytecznym.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

10 najdroższych samolotów i śmigłowców wojskowych świata Lech Wałęsa: ulubiony polityk internautów Lech Wałęsa: śmiejesz się z jego wpisów? Najlepsze filmy o wirtualnej rzeczywistości. Jak wyobrażali ją sobie twórcy Matriksa i 13. piętra? Powrót do przyszłości – to już dzisiaj! Które z filmowych wynalazków istnieją naprawdę? Gracze na prawdziwym froncie: ucieczki, przekleństwa, chowanie się w krzakach Nintendo czy Sega? Kończymy spór trwający od dziesięcioleci SF ciągle nas straszy? Oto odtrutka: filmy z przyszłością, w której chętnie zamieszkam Cosplay 2.0: więcej niż przebieranki Nowy wspaniały sport [cz. 4]. Fenomen esportu Multimedialne miasteczko plenerowe Media Tent 2015 - relacja z imprezy Nintendo jest skończone. Dlaczego? Oto 5 powodów Gry przekraczają granice. Łączą się komiksami, audiobookami i filmami. Oto kultura XXI wieku Moje ukochane gry strategiczne: Caesar, Pharaoh, Zeus i Emperor Nowy wspaniały sport [cz. 3]. Początki cyfrowej rywalizacji Nowy wspaniały sport [cz. 2]. Czym jest esport? Nowy wspaniały sport [cz. 1]. Powiadali, że e-sport nigdy nie zapełni stadionów… Wirtualne muzeum... toalet z gier. Nie śmiejmy się: wszyscy robimy dziwne rzeczy w grach Beztalencia, brak etykiety, cenzura. Czy podcasty zmierzają ku samozagładzie? Tokio Game Show 2015. Japonia się zmienia Ultratrudny quiz o Star Wars. Sprawdź, czy jesteś prawdziwym fanem Gwiezdnych wojen Bogaty, rozpoznawalny, wciąż bardzo dobry. Tak wyglądałby Wiedźmin, gdyby kupiło go Electronic Arts Krajobrazy w grach są sztuką, ale okładki... wręcz przeciwnie To mnie wkurza: Facebook, czyli jak zmienić stream w ściek cuchnący nienawiścią