Mają rozmach! Zobacz największe roboty zbudowane na potrzeby kina

Dziś Hollywood chce nas olśniewać efektami komputerowymi, ale zanim nadszedł ich czas, cała para szła w animatronikę – czyli w roboty. Im były większe, tym większe robiły wrażenie.

Universal Pictures

  1. Jakie są jedne z największych robotów zbudowanych na potrzeby kina?
  2. Dlaczego praca z wielkimi robotami jest kłopotliwa i niebezpieczna?
  3. Ile kosztowało stworzenie 12-metrowego, ruchomego King Konga?
  4. Jak duże były animatroniczne dinozaury w Parku Jurajskim?

Królowa obcych z "Obcy: decydujące starcie"

Potwór z filmu Jamesa Camerona jest wysoki na ponad 4 metry i stanowi jedną z najbardziej pomysłowych tego typu konstrukcji: jest znacznie mniejszy i mnie zaawansowany technicznie, niż mogłoby się wydawać. To kukła ze zdalnie sterowanymi elementami. W środku upchnięto dwóch lalkarzy, odpowiadających za ruchy czterech łap i ogona. Oprócz tego inni członkowie ekipy za pomocą hydraulicznych kontrolerów poruszali głową, ustami i językiem królowej.

Model nie stał na własnych nogach, lecz był podwieszony na linach. Nogi były zresztą jego największym problemem, gdyż nie ruszały się w zbyt przekonywający sposób. Cameron postanowił ich po prostu nie pokazywać, skupiając się na górnych partiach modelu.

Na filmie: wczesny test maszyny.

Efekt zaskakująco dobrze znosi próbę czasu, ale dobra animatronika ma do siebie to, że się nie starzeje. Nieco gorzej wypadają ujęcia królowej, w których wykorzystano marionetkę, ale film jest na tyle dobry, że podczas oglądania mało kto zwraca uwagę na szczegóły.

Rekin ze "Szczęk"

Bruce, jak ekipa filmowa pieszczotliwie nazywała animatronicznego rekina ze Szczęk, przeszedł do historii nie tylko ze względu na rolę w genialnym horrorze. Legendarne stały się problemy z jego działaniem. Mierzący ponad 7 metrów rekin w słonej wodzie często odmawiał posłuszeństwa i wymuszał improwizację zamiast kręcenia zaplanowanych scen. Krąży plotka, że Szczęki są tak dobre między innymi z tego powodu.

Zobacz również: GoPro 3D

Spielberg rzekomo chciał pokazywać rekina znacznie częściej, ale wadliwa konstrukcja sprawiła, że musiał ograniczyć jego występy do minimum. Postanowił straszyć nie tym, co widać, a tym, czego nie widać. Przykładowo: w jednej ze scen pozycję rekina pokazują unoszące się na powierzchni beczki – przywiązane do harpuna, którym zwierzę zostało trafione. Wykorzystano je, ponieważ robot nie chciał działać.

W nowszych wywiadach twórcy odcinają się od tej wersji wydarzeń, przekonując, że Szczęki wyglądają dokładnie tak, jak miały wyglądać od samego początku. Być może to prawda. Z drugiej strony: głupio byłoby przyznać, że jeden z najbardziej intensywnych horrorów w historii kina udał się przez przypadek.

Spinozaur z "Parku Jurajskiego III"

Przed spinozaurem były ogromne tyranozaury z pierwszych dwóch części „Parku”, jednak nie dorównywały mu rozmiarami. Rekordowej wielkości filmowy dinozaur ważył ponad 11 ton i mierzył niecałe 14 metrów długości. Musiano go także przystosować do pracy w wodzie.

Spinozaurem sterowano dwojako: albo uprzednio programując ruchy w komputerze, co pozwalało dokładnie planować i wielokrotnie odtwarzać takie same zachowania, albo stosując przechwytywanie ruchu. „Rękawy” motion capture, noszone przez operatora, pozwalały w czasie rzeczywistym przenosić ruchy ludzkich rąk na masywnego robota.

W przeciwieństwie do "Szczęk" mechanizm działał znakomicie, ale to nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że ekipa pracowała z podobnymi gigantami przy dwóch poprzednich filmach serii. Najwięcej problemów przysparzał transport robota na plan. Ciężarówka, na której podróżował, była ogromna i mogła poruszać się tylko późną nocą lub wcześnie rano, aby nie tamować ruchu.

King Kong

Bez dwóch zdań najwyższy robot w historii kina, którego stworzenie było wielką ambicją producenta Dino de Laurentiisa. To człowiek znany z odważnych, choć niezbyt przemyślanych posunięć, takich jak powierzenie realizacji widowiska s-f młodemu reżyserowi dziwnych filmów niezależnych (mowa o Davidzie Lynchu i "Diunie"). Tym razem Dino zażyczył sobie, żeby w kręconym w połowie lat 70. remaku King Konga nie wykorzystywać miniatur, tylko 12-metrowego, poruszającego się robota.

Monstrum zaprojektował Carlo Rambaldi, włoski specjalista od efektów, który odpowiadał za mechanizmy poruszające oryginalnym obcym i E.T. Gigantyczny szkielet z aluminium pokryto lateksem i końską sierścią. Jego wykonanie kosztowało 1,7 mln dolarów. Oprócz tego zbudowano osobno ruchomą dłoń do zbliżeń i ogromną małpę ze styropianu, która okazała się potrzebna tylko w jednej scenie. Łącznie ożywienie Konga kosztowało 2,4 mln dolarów.

Robot okazał się za duży. Wyglądał sztucznie i ruszał się ociężale, co doskonale widać na filmie. Na dodatek usterki były częste, a praca z tak ciężką i skomplikowaną maszynerią stwarzała zagrożenie dla aktorów. Dublerka Jessiki Lange niemal spadła z wysokości, gdy podczas kręcenia sceny, w której małpa podnosi kobietę, mechaniczna dłoń nagle się złamała. Kompromitacją stało się także pierwsze odsłonięcie Konga przed statystami: w wyniku usterki z okolic krocza zaczął wyciekać olej.

Animatroniczny Kong okazał się ambitną porażką. W filmie widać go zaledwie w kilku ujęciach – w większości scen postawiono ostatecznie na aktora w kostiumie. Mimo wszystko King Kong zdobył Oskara za efekty specjalne i choć nie podbił serc publiczności, to zwrócił się z nawiązką.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Technologie:

8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Jak powstaje smartfon? Jeśli poznacie prawdę, być może nigdy więcej go nie kupicie Xanadu - zapomniany przodek WWW. Kto naprawdę wymyślił hipertekst? Bezpowrotnie tracimy dane. Nic po nas nie zostanie – ostrzega wiceprezes Google’a V3 - mordercza stonoga Hitlera. Największe działo drugiej wojny testowano w Międzyzdrojach Nurkujące drony i łodzie jak statki kosmiczne. Niezwykły sprzęt do podróży pod wodą „Das Marsprojekt”. Marsjańska misja Wernhera von Brauna z 1952 roku Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Quiz Gadżetomanii: Kto to powiedział? Dopasuj cytaty do znanych postaci! Ernő Rubik, człowiek schowany za kostką Binairy Talk – dane zapisane w obłokach dymu. Odczytamy je laserem Nietypowe zastosowania WD-40. Do czego można go wykorzystać? Jak oni podrabiają! Chińczycy skopiowali kuchenkę gazową Apple'a i... alpejski kurort Bałakława - tajna baza radzieckich okrętów podwodnych Niesamowity XC-120 Packplane: eksperymentalny samolot z lat 50. Kosmiczne technologie, których używamy na co dzień Tego używaliśmy przed internetem. Skazane na zapomnienie stare nośniki danych Cyfrowi aktorzy w filmach. Jak wyglądała droga od prostych modeli 3D do fotorealizmu? Jaki nóż wybrać? Najlepsze scyzoryki i foldery za 50, 100 i więcej złotych Tego się po Apple nie spodziewałeś. 13 nieznanych faktów Hatsune Miku: oto przyszłość muzyki. Ta Japonka zawsze będzie miała 16 lat Algorytm zabijania. Skynet istnieje i dzięki big data decyduje, kogo trzeba uśmiercić Za kulisami rezerwacji online. Jak kupić tani bilet? Jak odzyskać hasło ukryte za gwiazdkami?

Popularne w tym tygodniu:

8 cudów techniki z lat 90. Napęd ZIP, robot AIBO i pager BlackBerry. Pamiętasz je? Optane SSD DC P4800X: pierwszy dysk Intela z pamięcią 3D XPoint Epson PaperLab: biurowe urządzenie do wydajnego recyklingu papieru Washwow: mobilna pralka wykorzystuje prąd zamiast detergentu LG 32UD99: monitor 32” z 4K i HDR trafił do pierwszych sklepów CAMEO360: najmniejsza kamera sferyczna 4K na świecie SHFT IQ: wirtualny trener biegania korzystający ze sztucznej inteligencji ET Mini: mobilny projektor z bezprzewodowym strumieniowaniem wideo Asus ROG Swift PG258Q: gamingowy monitor z odświeżaniem aż 240 Hz Oregon SHE101: czujnik jakości powietrza z funkcją powerbanku