YouTube Heroes, czyli o tym, jak YouTube strzela sobie w stopę, a nas nie powinno to obchodzić

Trzy miliony wyświetleń, 26 tysięcy łapek w górę, 860 tys. łapek w dół. Jak to się stało, że klip promujący nową inicjatywę YouTube znalazł się na liście najgorzej ocenianych filmów w historii tego serwisu?

Więcej głosów negatywnych mają w tej chwili tylko piosenka Justina Biebera „Baby”, zwiastun Call of Duty: Infinite Warfare, teledyski Miley Cyrus i Nicki Minaj czy zwiastun remake'u Pogromców duchów. To szczególne towarzystwo, do którego dołączyć mogą tylko szczególnie złe, nieprzyjemne, odrzucające klipy. I za takowy społeczność uznała „Getting Started with YouTube Heroes”.

Czym jest YouTube Heroes?

YouTube twierdzi, że „bohaterowie” będą mieli trzy rodzaje zadań, dzięki którym „doświadczenie użytkownika” ulegnie poprawie. Po pierwsze: oznaczanie „nieodpowiednich treści”. Po drugie: dodawanie napisów do filmów. Po trzecie: udzielanie pomocy na forum.

Brzmi jak praca moderatora? Bo z grubsza nią jest – z tą różnicą, że „bohaterowie” będą wykonywać ją za darmo. „Nagrody” są podzielone na kilka poziomów, odblokowywanych w miarę udzielania się w programie.

Początkujący mogą uczestniczyć w szkoleniach i korzystać z podstawowego panelu moderatora. Nieco bardziej zaawansowani – brać udział w zbiorowych czatach dla „bohaterów” czy oglądać przedpremierowe pokazy nowych produktów. Dla bardziej aktywnych zarezerwowano też możliwość bezpośredniego kontaktu z obsługą YouTube, czyli udogodnienie, które powinno być dostępne dla wszystkich. Wreszcie: arcymistrzowie będą mogli wziąć udział w czymś w rodzaju zjazdu. Czy raczej: będą mogli ubiegać się o zaproszenie.

Jedyną faktyczną korzyścią dla wolontariuszy wykonujących masę pracy jest możliwość wczesnego testowania nieokreślonych jeszcze produktów. To jednak przywilej dla najbardziej aktywnych. Istotniejsza – i przy okazji niepokojąca – jest możliwość odblokowania opcji masowego zgłaszania „nieodpowiednich treści”.

Cenzorzy poszukiwani

Większość krytyki programu skupia się właśnie na możliwości oznaczania „niewłaściwych treści”. Jakie klipy mieszczą się w tej kategorii? Teoretycznie: spam albo wulgarne filmiki bez oznaczeń 18+. W praktyce: oflagowane może być wszystko, co moderator uzna za niesłuszne, bo w regulaminowej definicji „nieodpowiednich treści” mieszczą się też klipy „szerzące nienawiść”, „propagujące przemoc” i „szkodliwe”, czyli zupełnie niesprecyzowane.

Czy zwiastun brutalnego filmu o gangsterach, w którym zostają oni przedstawieni w pozytywnym świetle, propaguje przemoc? Według wielu obrońców moralności zapewne tak – wszak z podobnymi zarzutami spotykają się filmy Scorsese. Można jednak przypuszczać, że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie zgłaszał trailerów.

Zobacz również: PLC, czyli sposób na słaby sygnał WiFi bez wiercenia w ścianach

Internetowa brać uważa, że mechanizm Heroes będzie cenzurował „niewłaściwe” treści polityczne – bo przecież każdy może uznać nieodpowiadające mu przekonania za „nieodpowiednie”. Prawicowiec wypowiada się przeciw wpuszczaniu uchodźców? Nienawiść. Lewicowiec opowiada się za upaństwowieniem prywatnej własności? Propagowanie przemocy. A wszystko ostatecznie zależy od moderatora, który będzie stał nad „bohaterami” i oceniał zasadność ich zgłoszeń.

Pole do nadużyć jest gigantyczne, zwłaszcza że tajemnicą poliszynela jest lewicowe polityczne skrzywienie YouTube i można oczekiwać wspierania określonego światopoglądu. I choć teoretycznie wszystko pozostaje w granicach normy (prywatna firma tworzy własne zasady – nie podoba się, nie korzystaj z jej oferty), to w praktyce rola serwisu dawno wykroczyła poza zwykłą usługę. YouTube stał się praktycznie nową, odrębną i zamkniętą kategorią mediów.

Wprawdzie istnieją inne opcje publikacji wideo (Vimeo, Dailymotion), ale w praktyce, jeśli chcesz do kogoś dotrzeć i zarobić na swojej pracy, masz do wyboru YouTube albo nic. I choć uważam, że w razie potrzeby, po okresie przejściowym, wytworzy się alternatywa, to dla wielu YouTube Heores jest sygnałem, że na tubie kończy się wolność słowa. Nic dziwnego, że najgłośniej o akcji krzyczą sami autorzy filmów – którzy będą potencjalnymi celami „bohaterów”. To właśnie oni mogą stracić źródło zarobku w wyniku arbitralnej decyzji „cenzora”.

Czy YouTube Heroes to powód do zmartwień?

Tak, ale tylko dla samego YouTube. To nie użytkownikom powinno zależeć na tym, żeby pozostać przy serwisie, tylko serwisowi, żeby utrzymać użytkowników. Chyba że zamierza otwarcie przekształcić się w tubę propagandową i pozostać przy mniejszej, ale wiernej grupie odbiorców – co jest mało prawdopodobne.

Możliwe wydają się dwa scenariusze. Pierwszy: jeżeli moderatorzy zablokują popularnych twórców, ci pójdą gdzieś indziej, a wraz z nimi widzowie. Ktoś zwietrzy interes i zapewni im platformę do łatwej, wygodnej, niecenzurowanej publikacji. Scenariusz drugi: prawie nie odczujemy efektów działania YouTube Heroes. Tak czy inaczej, ludzie, którzy oglądają YouTube – a raczej oglądają filmy popularnych youtuberów – nic nie stracą.

To fakt, że program z perspektywy „bohatera” jest stworzony dla naiwnych (brak wynagrodzenia za masę pracy), to jest to zmartwieniem wyłącznie osób, które chcą brać w nim udział. Tych zaś, sądząc po rozkładzie głosów „za” i „przeciw”, jest niewielu.

Burza w szklance wody.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Studio Insomniac szykuje coś dużego na E3 Zombie też potrafią kochać [zwiastun] Zrób sobie zdjęcie z "Wielkim Tatą"! 25 ludzi wyglądających jak Mario Podróż z klockami LEGO przez krainę 8-bitów Wirtualna epidemia, która wstrząsnęła realnym światem. Awatary padały jak muchy Kultowe nośniki danych, które przeszły do historii [TOP 5 plus wideo] Kamiński i Preisner nominowani do Cezara Nowe GTA na E3? Reklama w grach. Product placement ceną za realizm 150 mln użytkowników przeglądarki. Opera imprezuje w świetnym stylu Wydano Ubuntu 9.04 Alpha 6